Alpy Rodnianskie

Nowe opisy:

Bałtyk
Podlasie

 

Info

  losowo wybrane zdjecie

Polecane strony:

- Księgarnia turystyczna-Bezdroża

Rodopy

Start

Szlaki

Foto

Info Praktyczne

Rodopy to piąty pod względem wysokości łańcuch górski Bułgarii (po Rile, Piryniu, Bałkanie Środkowym i Witosza). Rodopy za to zajmują znaczny obszar o długości ok. 200 km i szerokości ok. 100 km. Łączna powierzchnia to 14 737 km2, z czego ok. 12 200 km2 leży po stronie bułgarskiej, a reszta należy do Grecji. Rodopy są podzielone na część zachodnią - wyższą (uwzględnioną w opisie) i wschodnią. Najwyższy szczyt Rodopów - Goliam Perelik (2191 m. n.p.m.) znajduje się w części zachodniej. Obecnie szczyt ten jest niedostępny dla turystów, gdyż znajduje się tam baza wojskowa. Rodopy generalnie są zalesione (do wysokości ok. 1700 - 1800 m.n.p.m.). Góry te są dosyć łatwe w partiach szczytowych, ale panujące tu warunki klimatyczne mogą okazać się ciężkimi. Z jednej strony Rodopy są najgęściej zaludnionymi górami Bułgarii, z drugiej strony wsie i miasteczka są skupione u podnóży w dolinach i kotlinach. Na większych wysokościach panuje tu "święty spokój"; czasem nawet idąc szlakiem można nikogo nie spotkać przez cały dzień. Do tego trzeba pamiętać, że jest to teren dosyć suchy - zatem warto mieć ze sobą zapas napojów. Osobliwością są też szlaki podejściowe, (bądź odwrotnie – zejściowe), poprowadzone na łubudu przez piarżysty las, bądź pole z kłującą roślinnością, na różnicy wysokości do 1000 m.n.p.m.! Zdarza się też, że szlak prowadzi przez czyjeś prywatne podwórko - mieszkańcy nie robią z tego żadnych problemów, ale w takich warunkach nietrudno pobłądzić. Dosyć kiepska jest też komunikacja busowo - autobusowa, zwłaszcza poza popularnymi miejscowościami.

 

 

Proponowana trasa 3 dniowa:

1. dzień: od monasteru Baczkowskiego do schroniska Smolianski Ezera

całkowity czas przejścia, a właściwie przejazdów: 2 godz.

stopień trudności: bardzo łatwy

Tak się złożyło, że spaliśmy w Baczkowie - 10 km od Asenowgradu, więc postanowiliśmy zwiedzić drugi pod względem wielkości i znaczenia klasztor Bułgarii - Monaster Baczkowski. Został założony w 1083 r. przez Grigorja Bukarini (z pomocą brata - Abasija) - bizantyjskiego dowódcę pochodzenia gruzińskiego. Od drogi do klasztoru idziemy brukowaną drogą, wzdłuż której roi się od handlarzy. Na głównym dziedzińcu znajduje się główna - trzynawowa cerkiew Bogurodzicy. Klasztor można zwiedzać codziennie od 6:00 do 22:00. Ochroniarze nie pozwalają robić zdjęć - nawet na zewnątrz (my i tak zrobiliśmy :) ). Co ciekawe jedyną ocalałą częścią z XI-wiecznego klasztoru jest Ossuarium (zamknięte dla zwiedzających), znajdujące się powyżej współczesnego Monasteru. Jednakże, ze względu na wszechpanującą komercję nie czuje się "ducha" ani świętości tego miejsca.

Mini galeria zdjęć z Monasteru Baczkowskiego i otoczenia:

Foto Foto Foto
Foto Foto Foto

Po odwiedzeniu monasteru zjedliśmy obiad i wypytaliśmy o autobus do Pamporowa. Pamporowo Okazało się, że autobusy przejeżdżają dosyć często, ale bułgarskim zwyczajem należy stać na drodze(dosłownie, oczywiście nie ma przystanku i trzeba dopytać miejscowych gdzie dokładnie stać), wypatrywać autobusu i zamachać aby się zatrzymał. Z Baczkowa do Pamporowa jest ok. 60 km, autobus jedzie prawie 2 godz. Pamporowo to znany ośrodek narciarski i wypoczynkowy. Na Śnieżance Jest położony w otoczeniu świerkowego lasu oraz dosyć wysokich szczytów, najwyższy z nich to Śnieżanka 1926 m.n.p.m. . Mnie się tu niespecjalnie spodobało, ze względu na duże hoteliska i sporo nie dokończonych inwestycji. Dodatkowo latem jest tu dosyć pusto więc betonowe budowle w połączeniu ze skwarem oraz brakiem ludzi sprawiają przygnębiające wrażenie. Inna sprawa, że nie mieliśmy czasu na zwiedzanie zakamarków Pamporowa. Podobno zimą jest to świetny ośrodek narciarski, sama Śnieżanka to 34 km tras biegowych. Do naszego schroniska Smolianski Ezera możemy dotrzeć na kilka różnych sposobów:

  • autobusem do Smoliana i stamtąd do schroniska jest niecałe 10 km, przewodniki podają, że jeździ tu autobus, ale osobiście nie sprawdziliśmy,
  • od Pamporowa podejść niecałe 2 km do schroniska Studenec i wjechać wyciągiem na Śnieżankę, skąd można zejść lub również zjechać wyciągiem,
  • Smolianski Ezera
  • od Pamporowa podejść niecałe 2 km do schroniska Studenec i wejść pod wyciągiem na Śnieżankę, po czym zejść na drugą stronę do schroniska Smolianski Ezera - - jakkolwiek w taki sposób nikt tam nie chodzi,
  • opcja nasza - taxi z Pamporowa, wiem, brzmi burżujsko, ale autobus nam zwiał, wyciąg jeździ do 17:00, a my byliśmy później, natomiast taksówki w Bułgarii naprawdę są dość tanie.
Za ok. 25 km zapłaciliśmy 20 zł (inna sprawa, że nie było żadnego popytu na taxi), do tego kierowca nas podwiózł specjalnie pod schronisko Studenec, tak od siebie, aby nam pokazać jak niszczeje część opuszczonych, a bardzo popularnych niegdyś schronisk. Opisywany teren leży bardzo blisko Grecji, gdzieniegdzie do granicy w linii prostej jest tylko kilkanaście kilometrów. Schronisko Smolianski Ezera oferuje dosyć wysoki jak na bułgarskie schroniska standard. Nocleg w pokoju 2 osobowym kosztuje 30 zł (15 lew) od osoby, można zamówić jedzenie, bufet był czynny aż do 24:00. Inna sprawa, że trafiliśmy na zorganizowaną, ok. 30 osobową grupę turystów bułgarskich.

 

2. dzień: Smoliański Ezera - schronisko Perelik

całkowity czas przejścia: ok. 6 - 7 godz.

stopień trudności: dość łatwy ( ale to zależy od przyjęcia wariantów, jednak zagłębianie się w tym miejscu w trudne i słabo oznakowane podejścia leśno – skalne, może plecakowcom dać się mocno we znaki).

Od schroniska Smolianski Ezera idziemy szlakiem żółtym, znajdziemy go od frontu budynku, nieco w prawo. Po jakiejś pół godz. dochodzimy do drogi asfaltowej, powinniśmy ją przejść i wejść na szlak niebieski. Jednak, ze względu na fatalne znakowanie nam się ta sztuka nie udała. Wyszliśmy na drogę daleko za szlakiem niebieskim (późniejsza analiza mapy), zatrzymaliśmy jakiś samochód aby zapytać w którą stronę iść. Okazało się, że należy iść kawałeczek w kierunku Stoikite, a następnie w lewo. Tu mała porada: jeśli jesteśmy na nieznanym terenie, jeśli już pobłądzimy, naprawdę najlepiej zapytać miejscowych o drogę. Tak więc zamiast iść szlakiem przez las, my dreptaliśmy ponad godzinę drogą asfaltową. Upał był niemiłosierny. Na przełęczy Prevala Dobrze, że w Bułgarii dosyć często spotyka się przy trasach takie ustrojstwa gromadzące wodę - kranik albo kawałek rurki, z której cały czas cieknie woda. W taki sposób dotarliśmy do przełęczy Prevala. Znajduje się tu kapliczka, wiata oraz nieczynna budowla przypominająca komunistyczny hotel. Z przełęczy należy iść drogą w lewo, obok kapliczki - stąd do schroniska Perelik jest ok. 7 - 8 km, początkowo drogą asfaltową, a następnie szutrem. Podany czas trasy, czyli ok. 6 godz. zakłada wariant szlakowy, czyli: żółty, niebieski, droga szutrowa. Nam, w sumie przeze mnie, od przełęczy trochę się pokomplikowało, a było to tak: Nałogowo palę papierosy, no i zaczęły mi się kończyć. Stoikite widziane z przełęczy W bułgarskich schroniskach papierosy trudno zastać, więc z przełęczy wypatrzyliśmy w dole miejscowość, jak się później okazało Stoikite. Więc ustaliliśmy, że Tomek poczeka na mnie w wiacie a ja skoczę na dół po odpowiedni zakup. Jednak skoczę to dużo powiedziane, bo zajęłoby to minimum ze trzy godz. w dwie strony, więc schodząc machałam na stopa. Szybko złapałam uprzejmego Bułgara, który podwiózł mnie na dół do sklepu. Zakupiłam co trzeba, wracam i macham. Znowuż, prawie od razu zatrzymał mi się uprzejmy Bułgar, dojeżdżamy do przełęczy, a kierowca skręca w kierunku schroniska. Ja mu mówię, że muszę tu wysiąść, bo czeka na mnie przyjaciel i plecak, a kierowca, że mam wołać Tomka i ładować plecaki do auta. Swoją drogą dogadywaliśmy się mieszanką rosyjsko niemiecko bułgarską. Schronisko Perelik W ten oto sposób dotarliśmy pod samą bramę schroniska autostopem. Mało tego kierowca absolutnie nie chciał żadnej rekompensaty, mimo, że specjalnie nas podwiózł. Suma summarum, nasza trasa zajęła nam jakieś 4 godz. Schronisko Perelik przypomina nieco Chatkę Puchatka na Połoninie Wetlińskiej. Jest tu mało miejsc noclegowych, z tego co pamiętam 15 lub 20, generalnie na salach zbiorowych. Ale można też rozbić namiot, miejsca jest dosyć sporo. Warunki harcerskie, mycie ze szlaufra, co latem przy słonecznej pogodzie jest całkiem przyjemne. My spaliśmy w namiocie, ponieważ poznana w Smolianskich Ezerach grupa Bułgarów również tu przyszła i zajęła wszystkie miejsca. Inna sprawa, że przez kilka wspólnie spędzonych wieczorów zaprzyjaźniliśmy się z tymi ludźmi.

3. dzień: schronisko Perelik - szczyt Perelik ( 2190 m.n.p.m.- sam szczyt niedostępny) - szczyt Orfei (2188 m. n.p.m.) - schronisko Ledenitsata (1645 m.n.p.m.)

całkowity czas przejścia: ok. 4,30 - 5,30 godz.

stopień trudności: średni

Cała trasa, od schroniska Perelik wiedzie szlakiem czerwonym, będącym częścią europejskiego szlaku E-8. Tak więc zaczynamy od schroniska, właściwie można iść kawałek drogą szutrową, ale lepiej chyba zapytać o szlak i iść szlakiem aby później się przypadkiem nie pogubić. Wiata, pomnik i źródełko No więc idziemy kilka minut szlakiem czerwonym i dochodzimy do miejsca gdzie znajduje się: pomnik ku pamięci bułgarskich sierżantów: Semerdżiew i Szarkow, źródełko i wiata. Znajdziemy tu kierunkowskaz na Ledenitsatą, musimy iść mniej więcej prosto przed siebie. Następnie trzeba się przyglądać znakom szlaku czerwonego - tyczki albo znaczki na drzewach i kamieniach. Na czerwonym szlaku Stąd mamy ponad godzinę podejścia pod Goliama Perelika - najwyższy szczyt Rodopów - 2190 m.n.p.m. . Na sam szczyt niestety nie wolno wejść gdyż znajduje się tam baza wojskowa, znajomi Bułgarzy poinformowali nas, że jest potrzebne specjalne zezwolenie na wejście. Natomiast budynki bazy są widoczne ze szlaku. Orfei 2188 m.n.p.m. Teraz czeka na około dwóch, trzech godzin (zależy ile czasu spędzimy na podziwianiu widoków i penetracji terenu) wędrówki pięknym górskim płaskowyżem. Poruszamy sie prawie przy samej granicy z Grecją, pasma gór, które widzimy po lewej stronie to już obszar Grecji. Ze względu na otwarty teren, w kilku momentach można kawałek zboczyć z trasy i podejść do widocznych skałek - oczywiście trzeba się pilnować aby nie pobłądzić, ale gdy nie ma mgły trasa jest dość dobrze widoczna. Dzięki takiemu "zboczeniu" dotarliśmy na szczyt Orfei 2188 m.n.p.m. (tylko 2 metry niższy od najwyższego Goliama Perelika), zwany też Karlaka. Jedyny 'turysta' napotkany na szlaku Spotkaliśmy się też z nazwami: Shirokolushki Snezhnik, Goliam Snieżnik i bądź tu mądry... Jest to jedno z łagodnych wzniesień po prawej stronie kilkadziesiąt metrów od szlaku. Jak już pisałam, po ok. 2 - 3 godz. powinniśmy zobaczyć po prawej stronie, jakieś 500 metrów od szlaku kapliczkę. Jest to kapliczka św. Piotra, natomiast nie mieliśmy już czasu aby podejść bliżej. Od tego miejsca do schroniska mamy niecałą godzinę marszu. Zagłębiamy się w las, ścieżka jest momentami dość karkołomna. Kapliczka św. Piotra W końcu między drzewami prześwituje duża polana, kilka szutrowych dróżek oraz nasze schronisko. Przez całą trasę nie spotkaliśmy żywego ducha, nie licząc stada półdzikich koni. Po dojściu do schroniska zastaliśmy taki obrazek: wszystko pootwierane, nikogo nie ma, a na parapecie, po zewnętrznej stronie stoi radio i gra muzyczka. Karkołomne zejście do schroniska Zaczęliśmy się rozglądać i okazało sie, że gospodarz robi wylewki z boku schroniska przy tzw. bani, tj. budynku z prysznicami. Gazda okazał sie bardzo miłym człowiekiem. Mimo choroby (reumatyzm) był bardzo pracowity (napalił nam nawet w piecu na ciepłą wodę) oraz ufny. Ledenitsata W dzisiejszych czasach rzadko się spotyka, że w kilkadziesiąt osobowym schronisku mogliśmy robić co chcemy. Dosłownie. Ledenitsata Gospodarz kazał nam sobie wybrać pokój jaki chcemy i korzystać z zasobów schroniska (czyli prowiant i napoje - czytaj piwo :) ) do woli, rozliczyć mieliśmy się rano. Oczywiście zliczyliśmy co zjedliśmy i wypiliśmy (po prawdzie to tylko wypiliśmy, bo prowiant mieliśmy własny) i uczciwie zapłaciliśmy.

4. dzień: schronisko Ledenitsata (1645 m.n.p.m.) - zejście do Shiroka Laka (ok. 1000 - 1100 m.n.p.m) i Devin

całkowity czas przejścia: nam zajęło 6 godz., chociaż z mapy wynikałoby dużo krócej, ale o przygodach po drodze poniżej

stopień trudności: średni

Uwagi do trasy:

Szlakowanie jest delikatnie ujmując o dupę roztrzaść. Kolory w terenie kompletnie nie zgadzają sie z kolorami na mapie. Swoją drogą mapa, którą mamy: Rodopy Zachodnie wyd. Domino dla turysty pieszego się nie nadaje. Z drugiej strony innych map najwyraźniej wogóle nie ma, więc dobra i taka. Patrzyłam też na stronach bułgarskich na kolory szlaków, np. strona: www.rhodope.net, i też kolory zupełnie nie zgadzają się z rzeczywistością. To co opisujemy, jest obrazem tego co widzieliśmy po drodze i nie zgadza się z mapą.

Od schroniska idziemy szlakiem niby niebieskim (ale jakoś w praktyce wygląda na zielony), w dół a potem lekko w lewo. Ruiny wczesnobizantyjskiej bazyliki z 5-6 w. Na budynku schroniska jest strzałka na Shiroką Lakę. W razie wątpliwości najlepiej zapytać gospodarza. Trasa prowadzi szerokim traktem i od czasu do czasu spotykamy znak szlaku na drzewach. Po godzinie dochodzimy do murowanej wiaty. Obok jest źródełko więc można chwilkę odpocząć. Ruszamy dalej za zielonymi znakami, po chwili po prawej stronie ujrzymy pojedyncze zabudowania, których zaczyna przybywać, a po ok. pół godziny dojdziemy do kierunkowskazu do ruin wczesnobizantyjskiej bazyliki z 5 - 6 wieku. Jest to ok. 100 metrów od szlaku, w siole Gela. Kawałek dalej za ruinami bazyliki, lekko w dół, ujrzymy małą cerkiewkę. Fragment naszej trasy, tu jeszcze szlak zielony Przyglądając się niby mapce i na bazie własnych doświadczeń, sugerowałabym podejść do zabudowań i zapytać, którą dróżką najwygodniej zejść do Shirokiej Laki. Dróżek jest kilka, widać je z góry. No ale wracając do naszej trasy - po zwiedzeniu ruin cofamy się do szlaku. Idziemy dalej szlakiem, po drodze mijając kolejne źródełko i mniej więcej w tym miejscu Przy tej cerkwi szlak zielony zamienia się w żółty uwaga ! Szlak prowadzi wąską, praktycznie nie wydeptaną ścieżyną ścieżyną między drzewami, lekko w prawo od duktu, więc nie trzymajmy się lewej strony (my "ścieżynkę" przegapiliśmy, co kosztowało nas dodatkowe 3 godz. w ogromnym upale). Wędrujemy coś około godziny (po drodze trzeba pilnować zielnych znaków) i docieramy do cerkwi. Tu jakimś sposobem szlak zmienia kolor na żółty, no ale nic idziemy dalej pilnując tym razem szlaku żółtego. Dochodzimy do kilku zabudowań (jest tu również źródełko) i szlak się urywa. Idziemy kawałek dróżką między zabudowaniami, a szlaku ni widu ni słychu. No więc trzeba się było cofnąć. Przy jednym z domków dojrzeliśmy wypoczywającego na ławeczce dziadka. Uwaga, w okolicy tych zabudowań będziemy demontować komuś płot Podeszłam zapytać o nasz szlak. I co się okazało ... Należy wejść na czyjeś podwórko, dojść do ogrodzenia, wyjąć z płotu trzy żerdki i przejść na druga stronę. Faktycznie tam szlak już był, tylko że nie wpadlibyśmy na to, że pokonując szlak trzeba komuś zdemontować kawałek ogrodzenia.... Dalej schodzimy łąką, o dużym kącie nachylenia, aby po paru minutach wejść w las. I znowu szlak się urywa ... Ale w dole widzimy wijącą się drogę, więc wiadomo, że jakoś trzeba tam dotrzeć. Pomału schodzimy leśnym, bardzo urwistym zboczem, i niespodzianka... Znowu pojawia się szlak, tym razem niebieski. No a tak wygląda 'szlak' już za płotem, ale znaczek był Chociaż szczerze powiedziawszy, szlaku, w rozumieniu ścieżyna dla turysty, to tam nie było. Przeprawa od momentu pokonania płotu, do dojścia do drogi zajęłam nam ponad godzinę. Drogą asfaltową idziemy po prostu w dół. Za jakieś pół godziny jesteśmy w centrum Shirokiej Luki. W dole widać Shiroką Lakę ale nas czeka jeszcze pokonanie stromizny Z Shirokiej Luki mieliśmy kłopot z wydostaniem się. Ostatni bus w kierunku Dewina odjeżdża przed 16:00, a my byliśmy około 17:00. W ogóle, to mieszkańcy byli bardzo kiepsko zorientowani w komunikacji publicznej, a rozkładów jazdy ma sie rozumieć, jak to na Bałkanach, nie było. W końcu, po jakichś dwóch godzinach machania na stopa udało nam się złapać taksówkę i w Dewinie (z Shirokiej Laki jest 20 km) byliśmy ok. 19:30. Następnie mieliśmy w planach odwiedzić wąwóz Trigrad (ok. 25 km od Dewina) i uderzyć w stronę Goce Dełczew, Dobriniszte w Piryniu. Wypławić się w wodach termalnych, machnąć któryś ze szczytów Pirynia bądź Riły, a na koniec odwiedzić góry Witosza. Jednakże sprawy osobiste pokrzyżowały te plany i z Dewina musieliśmy wracać następnego dnia do Polski.

Galeria zdjęć Rodopy Zachodnie

(kliknij na poniższe zdjęcia aby przejść do galerii)

Rodopy Zachodnie galeria zdjęć - część 1 - dzień 1 i 2

Baczkowo - Monaster Baczkowski - Pamporowo - schronisko Smolianski Ezera - szczyt (na szczycie wieża telewizyjna) Śnieżanka 1926 m.n.p.m.- przełęczy Prevala - schronisko Perelik

Rodopy Zachodnie galeria zdjęć - część 2 - dzień 3 i 4

schronisko Perelik - szczyt Perelik ( 2190 m.n.p.m.- sam szczyt niedostępny) - szczyt Orfei (2188 m. n.p.m.) - schronisko Ledenitsata (1645 m.n.p.m.) - ruiny bazyliki wczesno bizantyjskiej - zejście do Shiroka Laka (ok. 1000 - 1100 m.n.p.m) - Devin i wyjazd z Dewina w kierunku Plowdiw

 

Dojazd:

Połączenie z Polski do Sofii zostało opisane przy paśmie Riła - info praktyczne, oraz uzupełnione przy paśmie Centralny Bałkan - info praktyczne. My przemieszczaliśmy się w Rodopy od Karlowa w Starej Płaninie. Tak więc nasze połączenie wyglądało następująco: Karlowo - Plovdiw - Aszenowgrad (pociąg); Aszenowgrad - Baczkowo (ok. 10 km - taxi, ale są też busy); Baczkowo - Pamporowo (autobus).

Dalej górami (od Pamporowa podjechaliśmy jeszcze do schroniska Smolianski Ezera - nie szliśmy piechotą ze względu na zbyt późną porę) od Smolianskich Ezer, przez schronisko Perelik, najwyższy szczyt Rodopów - Perelik 2190 m.n.p.m., schronisko Ledenitsata do miejscowości Shiroka Laka, a z stamtąd taxi do Dewina (ostatni bus nam zwiał). Panorama Dewina Z Dewina autobus do Płowdiw - o godz. 13:00. Z Płowdiw pociąg na Sofię i z Sofii coś ok. 19:00-21:00 (nie pamiętam dokładnie) nasz ukochany pociąg bonanza do Belgradu. Odnośnie tego ostatniego warto napisać kilka słów. Po pierwsze, to na peronie było tyle ludzi, że ledwo się zmieściliśmy. Międzynarodowy pociąg ma skład całe dwa wagony. Podróżują generalnie Serbowie i trochę Bułgarów. W pociągu rzecz jasna niesamowity ścisk, ale nie w tym rzecz. Mianowicie większość podróżujących to przemytnicy. Nie wiem co oni szmuglują, ale często jest to coś pochowane w niewielkich kwadratowych wiaderkach. Zabawne jest to, że w wielkiej Unii wszyscy są w zmowie: celnicy sprawdzają tak, aby nic nie widzieć, konduktorów w ogóle nic nie interesuje. A do tej szopki dochodzi komunistyczna procedura sprawdzania paszportów, a wygląda to tak: po bułgarskiej stronie konduktor zbiera paszporty od wszystkich podróżujących i wrzuca do czarnego wora (takiego na śmieci), wychodzi na zewnątrz do budy, sprawdza i po ok. dwóch godzinach wraca i oddaje. W sumie to mam wątpliwości co do legalności takiego procederu... Jakimś cudem pociąg powrotny spóźnił sie tylko pół godz., więc zdążyliśmy na poranny pociąg do Budapesztu. Nocleg w Koszycach Z Budapesztu pojechaliśmy na Miszkolc, jako, że było dogodne połączenie, a Miszkolc to już przy granicy ze Słowacją. No i spotkała nas niespodzianka, mimo, że między Miszkolcem a Koszycami jest ok. 80 km, połączenie jest bardzo kiepskie: autobusów bezpośrednich nie ma wcale, a pociągi tylko dwa dziennie. Tak więc czekaliśmy na wieczorny pociąg do Koszyc(oczywiście wszystko w ramach naszego biletu CityStar). W Koszycach byliśmy ok. 21.30, na szczęście w pociągu zasięgnęliśmy języka, i powiedziano nam o całkiem przyzwoitym noclegu w Koszycach zaraz przy dworcu autobusowym, w domu kolejarza. Następnego dnia rano o 8:00 mieliśmy pociąg do Ziliny, a potem już wiadomo: Skalite, Zwardoń.

 

 

Nocleg:

W Rodopach Zachodnich z jednej strony jest dosyć dużo schronisk, a z drugiej strony brak konkretnej bazy wypadowej, z której bez samochodu można by było udawać się w góry i wracać (mam na myśli konkretne szczyty i grań, bo oczywiście zawsze można spacerować). Zresztą i samochód w niektórych miejscach dużo nie pomoże, chyba, że terenówka ze względu na dużą ilość dróżek szutrowych. Nasz nocleg w Dewinie Przewodniki często polecają Aszenowgrad jako punkt wypadowy i noclegowy, ale dla chętnych na wędrówkę po najwyższej części Rodopów zdecydowanie odradzamy, gdyż odległość wynosi około 70 km. Jeśli nie chcemy przemieszczać się z plecakami od schroniska do schroniska, to w ramach opisywanego terenu można poszukać noclegu w miejscowościach: Shiroka Laka, Pamporovo, Smolian oraz w wiskach Stoikite i Mugla. Przyjemnym miasteczkiem jest też Dewin, ale odległość jest już nieco większa, ponad 20 km. My znaleźliśmy bardzo przyjemny nocleg w Dewinie, za przyzwoitą cenę - ok. 35 zł osoba.